Dentofobia – strach ma wielkie oczy

O tej fobii rzadko się wspomina – dentofobia. Prawie każdy boi się wizyty u dentysty, ale nikt nie podpina tego lęku pod fobie pokroju arachnofobii. Okazuje się jednak, że jest to zjawisko na tyle powszechne i złożone, że można traktować je na równi z innymi bardziej popularnymi fobiami.

Najpopularniejszymi objawami dentofobii są: unikanie wizyt u dentysty i przerażenie oraz irracjonalny lęk. Niestety wyobraźnia robi swoje i każdy dotknięty tym schorzeniem unika dentysty tak długo, jak to tylko możliwe. W skrajnych przypadkach osoby dotknięte tym rodzajem fobii odczuwają bóle głowy, mdłości, a nawet może pojawić się u nich gorączka. A czy naprawdę jest się czego bać?

Początki były traumatyczne

Jeszcze pół roku temu wyśmiałabym każdego, kto powiedziałby, że z przyjemnością będę chodzić do dentysty. W swoim życiu przerobiłam wizyty u dwóch stomatologów. Pierwsza pani na dzień dobry wyrwała mi prawie wszystkie mleczaki – mało przyjemne doświadczenie dla dziecka, które dopiero rozpoczynało swoją przygodę z leczeniem zębów.  A potem było już tylko gorzej – rodzice upierali się, by poddać mnie leczeniu ortodontycznemu, bo stałe zęby wyrosły mi krzywe. W związku z tym przerabiałam  różne historie typu nakładki na podniebienie rozpychające szczękę i inne cuda.

Potem nie było lepiej

Druga pani stomatolog była milsza, delikatniejsza, ale i leczenie było już bardziej zaawansowane i mało przyjemne. Nikt nie lubi metalowego pręta między zębami, który utrudnia jedzenie, szoruje po języku i często się wypina, kalecząc język do momentu kolejnej wizyty, na której zostaje zamocowany ponownie. Do tego jeszcze rozkręcanie go co jakiś czas okupione w efekcie okropnym bólem głowy i nadwrażliwością zębów. A na koniec słyszysz, że rozpychanie szczęki to za mało i trzeba będzie jeszcze usunąć 4 zęby żeby zamontować stały aparat. Powiedziałam dość i zaakceptowałam, że mam krzywe zęby. Więcej u zębologa się nie pojawiłam, a dentofobia urosła u mnie do monstrualnych rozmiarów.

Ale długo był spokój…

Żyłam sobie kolejne 10 lat bez żadnych zębowych rewolucji, aż nastąpił armagedon – pojawiło się kłucie w szóstce. Gdy do niej zajrzałam okazało się, że mocno wytarta plomba zaczęła się kruszyć i przy zębie mam małą szczelinę. I się zaczęło – godziny maltretowania wujka google w poszukiwaniu dobrego dentysty, bóle brzucha i paniczny strach przed wizytą, kombinowanie, czy by jednak samej czymś tego nie zalepić i do dentysty nie iść. Jednak problem się pogłębiał i w końcu musiałam się pofatygować do stomatologa.

I co teraz? Jak było?

Mój wybór padł na Stomatologię Królewską w Łodzi i dr Angelikę Wach – bardzo delikatną i skrupulatną dentystkę, dzięki której po każdej wizycie wychodzę uśmiechnięta i bez lęku przed kolejną wizytą. Byłam zszokowana postępami w medycynie oraz tym, że da się leczyć zęby bez bólu – a nawet znieczulić miejsce, w które będzie wkłute znieczulenie właściwe. Stomatolog Angelika Wach okazała się osobą przemiłą i bardzo konkretną. Po kolei wyjaśniała mi, co będzie robić, czego mogę się spodziewać, odwracała moją uwagę w chwili wbijania igły i dawania znieczulenia. Ponadto żadna z moich dotychczasowych dentystek nie była tak delikatna.

Kolejne wizyty były równie przyjemne. Miałam do leczenia cztery siódemki i wspomnianą już wcześniej szóstkę. Obecnie zostały mi do wyleczenia 2 zęby. Podczas ostatniej wizyty przeszłam usuwanie kamienia i piaskowanie – byłam zdziwiona tym, że wystarczyło to do uzyskania pięknych, białych zębów i wybielanie nie będzie konieczne. Postanowiłam, że będę bardziej dbać o zęby i już nigdy się tak nie zapuszczę. Raz w roku będę chodzić na kontrolę żeby trzymać rękę na pulsie i reagować natychmiast, jak się coś pojawi. Może to dziwne, ale z dentofobii wyleczyła mnie jedna wizyta u dentysty. Teraz dentofobia to tylko stare dzieje.

 

 

Foto: StockSnap